24.01.2026 Ottawa - Montreal
Z rana było ok. - 26 potem już tylko cieplej nawet tak do -20. W nocy co prawda ma być -30 ale mamy norkę bardzo mocno wygrzaną.
Nissan odpalił bez kłopotu. Do Montrealu jechaliśmy tak 2h z małym groszem. Piękne słońce. Zaczęliśmy od nr 1 czyli Oratorium św. Józefa. To olbrzymi kościół /największy w Kanadzie/ i jeden z większych na świecie. To betonowa konstrukcja mająca ze 100 lat z kopułą w stylu florenckim. Wjeżdża się windami schodami ruchomymi na 10 poziomów dostępu. Fajne widoki na miasto. No nastrój tu typowo handlowej galerii.
Jedziem do centrum i walcząc z -24 przez 3h zwiedzania oglądamy:
1. Protestanckie kościoły St. James i Christ
2. ulicę st. Catharinę chyba główną w mieście
3. ulicę st. Paul główną na starówce z ratuszem i bazyliką Notre Dame. Wjazd 16 cad no chyba ich pogięło
4. Stary port z widokiem na Downtown i Habitat 67 taki dziwny blok mieszkalny z czasów Expo
5. Underground City czyli podziemne miasto takie centrum handlowo knajpowe pod ziemią w okolicach dworca kolejowego
6. Nowoczesną część miasta z wieloma wieżowcami
Podjeżdżamy obejrzeć jeszcze Graffiti Road taka uliczka z graffiti, ale słabe i stadion olimpijski z najwyższą pochyłą wieżą na świecie.
Montreal ma ze 3,5 mln dusz / drugie co do wielkości miasto Kanady i największe francuskojęzyczne z obu Amerykach /. Największym na świecie francuskojęzycznym oczywiście nie jest Paryż we Francji tylko Kinszasa w Zairze.
Montreal nie spodobał nam się. Nocleg mamy w Brossard na drugim brzegu rzeki św. Wawrzyńca do którego jedziemy przez historyczny most Cartiera. Tu czeka na nas ciepły pokoik w domku prowadzonym przez Hinduskę za 75 cad. Jutro jedziemy do unescowego miasteczka Quebec dawnej stolicy tej francuskiej kolonii. Cieplej nie będzie...