22.12.2025 Sal Rei - Praia
Z lokalu wypadamy po 10. Klucze zostawiamy na dole w biurze delevopera. Sporo tu budują za kasę obcokrajowców.
Śniadanie typowe czyli kaczupa, to lokalna potrawa na bazie kukurydzy i fasoli z dodatkiem jajka i kiełbasy. Kosztuje tak 250- 400. Wszystkie auta wypożyczone. Musimy korzystać ze zbiorkomu zwanego tu aluguero. To busik to odjedzie jak się zapakuje. Naszym celem jest leżące 6 km dalej miasteczko Rabil. Takie stylowe z kolorowymi domami z czasów portugalskich. Przejazd 100. Z miasteczka idziemy z buta do największej chyba atrakcji wyspy czyli minipustyni Viana. Idzie się tak ze 4 km przez zielone podmokłe tereny nad rzeką., która akurat wyschła. Idzie się pod koronami niskich drzew. Przy pustyni jest knajpa nawet czynna. Pustynia fajna z miłym piaskiem i wydmami. Trafia się kolejne aluguero i podwozi nas do ronda, przy lotnisku, gdzie łapiemy kolejne aluguero do fajnej miniwioski Povoacao Velha. Stąd quadem można dojechać do plaży Varandinha z pięknymi formacjami skalnymi, ale jest już zbyt późno i quadów nie ma. Aluguero też już nie ma. Na szczęście trafia się stop i wracamy do Sal Rei. Chcemy jeszcze zobaczyć wrak statku Santa Maria, ale też jest za daleko. Zachód słońca na plaży Atalanta. No plaże są tu piękne, tylko woda trochę zimna. Chcę podebrać kasę , ale się nie da, bo bakomaty puste. Na szczęście euro jest w równoległym obiegu z tym że po kursie 100 a nie 110. Załapujemy się jeszcze na pokaz capoeiry i występy lokalnych artystów i idziemy do portu, gdzie o 23 ma odpływać prom do Praia. Praia to stolica państwa leżąca na wyspie SaoTjago jakieś 150 km od nas na SW. Tu tłum pasażerów czekających na prom co płynie generalnie z SaoAntao przez Sal. Jest ze 200 osób, pełno waliz i całanta ciżba roi się przed bramą. Mija godzina za godziną a promu nie ma. Parę minut po północy ruch w narodzie. Kłęby napierają na bramę. Ścisk tłok policja haczykowanie na liście większość nie ma biletów i szturmuje. No jadownia. Jesteśmy już w porcie. Jest prom. Zanim odpłyniemy miną kolejne godziny. Start tak po 3. Na szczęście mamy dobre miejsca i praktycznie cały rejs śpimy.