Geoblog.pl    genek    Podróże     Wakacje 2015: Osiem tygodni w upałach, czyli od Dominikany do Meksyku    najpierw wiszące mosty, potem kowbojska fiesta
Zwiń mapę
2015
25
lip

najpierw wiszące mosty, potem kowbojska fiesta

 
Kostaryka
Kostaryka, Liberia
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 11206 km
 
24.07.2015 Monte Verde – Liberia.
W nocy szalały jakieś niesamowite wichry , baliśmy się że rozwalą tę naszą drewnianą budę. Spało się kiepsko. Z rana wypiżdżaje ustały , śniadanie było pyszne , 6 opcji do wyboru. Podjechał shuttle bus i zabrał nas na komerchę , czyli salvatoretours. Wybraliśmy te firmę , bo jej oferta była dla nas najkorzystniejsza. Zapłaciliśmy w sumie 30+30+20 = 80 dolarów za to , by przez dwie godzinki pochodzić sobie po ośmiu wiszących mostach nad zielonymi lasami i popatrzeć jak nad nami szaleją goście na tyrolkach – 14 zjazdów / najdłuższy ponad 1000 metrów /. Nasz najdłuższy most miał ze 150 metrów długości i ponad 30 metrów wysokości. Fajne to było, ale tych pieniędzy nie warte. Ale cóż robić. Trza bulić. Drugi raz tu nie będziemy. Kostaryka kosi kasę równo.
Potem znowu kurczaki w znanej knajpie. O 15 wsiadamy w busa i jedziemy za 1050 colonów/os do La Irma na Panamarykance. Odległość 40 km bus robi prawie 2 godziny – taka droga. Prawie 1300 metrów w dół bez asfy. Na krzyżówce trafiamy bus z Puntarenas do Liberii po 1885 colonów + po 100 colonów za plecaki w bagażniku. Jedzie się też prawie 2 godziny. Droga w kompleksowym remoncie. Robi się z niej betonowa dwupasmówka z niekolizyjnymi skrzyżowaniami.
W Liberii jesteśmy ok. 19 i trafiamy w sam środek fiesty. Z 1000 osób w strojach kowbojskich na koniach gania po ulicach wokół głównego placu, a następne parę tysięcy ogląda to widowisko. Leci muza, leje się browar, leje się tequilla, impra na całego. Na początku bardzo się cieszymy z tego, że trafiłą nam się fiesta i dajemy upust swoim emocjom. Po chwili przychodzi jednak refleksja: gdzie tu spać????
Wszystkie hotele – full. Ganiam jak głupi po mieście. Nic nie znajduje. Przychodzą mi do głowy różne niekonwencjonalne pomysły, takie jak: spać u klechy , spać u psa , chodzić po ludziach , iść spać na kocu pod śpiworami w lesie.
Ania bierze jednak na litość recepcjonistkę w hotelu, w którym przeczekiwała na mój powrót. Ta odstępuje nam swój pokój dyżurny jednoosobowy za skromne 50 dolarów… Cóż robić, trza bulić. Tym sposobem łatwiej przychodzi nam podjęcie decyzji o tym, że jutro nie jedziemy na plażę el Coco, tylko jedziemy do Nikaragui.
A tak nawiasem mówiąc to ta fiesta jest OK. Po tym jak mamy pokój wracam na miasto, ale o 22 jest już po zawodach. Na koniach tym razem jeżdżą psy i pałami rozganiają co bardziej nagumowanych kowbojów zalegających na ulicach. Na chodnikach pije się dalej. Baby w kolorowych kiecach zamiatają spodami kiec końskie łajno…
PS. Wrzuciłem jeszcze fote z katalogu wulkanu arenal, którego nie udało nam się zobaczyć z Cerro Amigos , a szkoda...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (29)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
Pamar
Pamar - 2015-07-27 13:22
Wulkan rewelacyjny! hotelowe przygoda trochę mniej :P
 
 
zwiedzili 47% świata (94 państwa)
Zasoby: 1134 wpisy1134 2842 komentarze2842 12202 zdjęcia12202 0 plików multimedialnych0