23.12.2014 Nuwara Eliya i okolice
Z rana pada jakby mniej. Kupujemy umbrelle, bo nich niewiele tu zdziałamy: za dwie płacimy 1200 LR , suchy prowiant na drogę w postaci kanapeczek z jajkiem , papryką i pomidorem – czyli podstawowy tu zestaw. Na dworcu obczajamy autobusy na południe , wiemy już że taki dobry dla nas będzie o 9:40 i bierzemy tuk-tuka. Po krótkich negocjacjach z kilkoma chętnymi za 3000 LK , a niechętnymi za 2000 LK, trafia się jakiś koleś, co się zgadza na 2300 LK. Ok. Jedziemy. Do wjazdu do Parku Hortona jest 31 km , po w miarę spokojnej drodze, no może poza ostatnimi kilkoma km , gdzie jest naprawdę stromo. Jakieś 3 km od mety jest kasa. Za komplet: 2 bilety , Pola za free , tuk-tuk , VAT , service i itp. płacę 5450 LR , czyli wychodzi po 65 zł/os trochę drogo jak za wstęp do parku narodowego. U nas kosztuje to 10 razy mniej…
Po 75 minutach jazdy jesteśmy. Tuk-tuk i tuk-tukowiec parkują na parkingu; my idziemy na spacer. Do przejścia jest kółko o łącznej długości ok. 9 km i różnicy wzniesień nieprzekraczającej 100 m. Start jest na jakieś 2150 m npm. Temperatura około 10 stopni , cały czas pada , mniej lub bardziej , ale pada i tak będzie przez 4 godziny tego spaceru. Trasa jest bardzo prosta: najpierw przez łąki i wzgórza , potem przez deszczowy las do MiniWorldEnd , czyli takiej przepaści z 250 m w dół , po kolejnych 2 km jest właściwy WorldEnd , czyli przepaść prawie ośmiusetmetrowa. Widoki praktycznie żadne, bo mgła, ale jednak coś tam w dole widać. Oczywiście żadnych zabezpieczeń nie ma i można spoko te 800 m w dół polecieć….. Potem znowu wzgórza i podejście do wodospadu Bekera przez inny rodzaj lasu – klimaty przypominają nam NZ. Powrót przy rzeczce i mokradłach wzdłuż niej.
Pola – bohater, przeszła całą trasę sama, nie chciała iść pod parasolem, kompletnie mokra nie zajęknęła się nawet na minutę. Widać też jej się podobało. Skarb prawdziwy skarb taka córka. Przez całą trasę nie ma ani wc ani wiaty , ani nic , zwierząt za wiele też nie widzieliśmy, ale te kolory kamieni i krajobrazy cudo.
Coś tam przekąszamy w lokalnej restauracji i wracamy do hotelu. Dobrze, że wzięliśmy ciuchy na zmianę, bo te w których szliśmy są kompletnie mokre. Pola zasypia w tuk-tuku w 2 minuty…
Zamawiam obiad w hotelowej knajpie i po 40 minutach dostaje go do pokoju. Zjadamy z apetytem , suszymy nasze ciuchy i buty lokalnymi gazetami. Ania opatentowuje wydłużenie kranu umywalki butlą PET. Przestaje padać. Oj dziś było ekstremalnie.
Finiszuje w lokalnej knajpie, gdzie piwko Lion kosztuje tylko 215 LK za butle o magicznej pojemności 625 ml, a papieros sprzedawany na sztuki 20 LR.
Jutro jedziemy nad jeziorko Tissa, gdzie oczekuje na Polę Nina. Znowu będzie się działo