03.08.2026 Valparaiso - Vina de Mar - Valparaiso -- Santiago
Z rana z godzinę załatwiałem wysyłkę do Polski ważnego urzędowego listu. Musiałem wydrukować 8 kartek po 4 zł za kartkę, a potem to nadać DHL do Polski. Koszt listu ok. 300 zł ale za tydzień ma być na miejscu
Potem wsiedliśmy w coś na kształt metra I podjechaliśmy kilka stacji do leżącego.po sąsiedzku Vina da Mar. To nowoczesne miasto z zegarem kwiatowym.i plażą Acapulco. Nazwa znana ale to Acapulco jest w Meksyku. Plażować się nie da bo jest potężna bryza. Ledwo Pacyfik widać. Ten brzeg oceanu.widzę po raz drugi poprzednio.w Nikaragui. Snujemy się trochę bez celu najpierw tu potem w Valparaiso.i o 20.30 wracamy do Santiago. Tunel na autostradzie jest zamkniety i jedziemy 10 km dłużej przez przełęcz. Zdążamy jednak bez kłopotu na busa do Aricy. Start o 23.45. Planowy przyjazd o 6.00 ale nie jutro tylko pojutrze, bo to ponad 2000 km na północ tuż przy granicy z Peru.
04.08.2026 Santiago - Arica
Cały dzień jedziemy na północ po najsuchszej pustyni świata Atacamie wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Świeci ładne słońce I robi się coraz cieplej. Po lewej woda lub piach i kamienie, po prawej piach i kamienie, co parę godzin jest miasto i tak przez ponad 2000 km. Czas w podróży wykorzystujemy na podziwianie widoków, rozwiązywanie zadań maturalnych z matmy i planowanie 3 etapu podróży. Przejeżdżamy tuż obok unescowego wpisu pod nazwą Humberstone i Santa Laura. To leżące ok. 2 km od siebie opuszczone osady zamieszkałe przez robotników wydobywających saletrę. Firmę załozono pod koniec XIX w. Saletra byla wykorzystywana do produkcji materiałów wybuchowych oraz jako nawóz. Po I Wojnie światowej Europa zaczęła produkować saletrę sztuczną w wyniku przemian chemicznych, więc saletra naturalna nie była już potrzebna i firma zaczęła upadać. Nawet coś tam z jej resztek widać przez okna Turbusa. Nad ranem po 30h drogi dojeżdżamy do Aricy.
Etap drugi pod nazwą od Iguasu do Aricy właśnie dobiegł końca. Generalnie poszło tak jak planowałem z trzema modyfikacjami: zamiast busa z Buenos do Santiago był samolot, nie było Sewell plus na najwyższy szczyt Paragwaju wszedłem sam, a mieliśmy wejść we trójkę. Czasowo wyszło
o dzień szybciej, kwotowo trochę drożej, a pogodowo mniej deszczowo.