04.07.2026 Aracaju - Sao Cristovao - Aracaju
W nocy bardzo mocno padało. Wkoło kałuże Idziemy na śniadanie do pobliskiego McDonalda. Plaża piękna piaszczysta z ładnym dnem o nazwie Alantaja. Jest sporo plaziwiczów i kapiących się. Nie ma rekina. Trochę się opalamy. Bierzemy ubera I jedziemy 30 km do unescowego Sao Cristovao. To takie minimiasteczko w środku niczego składające się z placu Franciszka kilku kościołów i paru uliczek. W sam raz na godzinkę zwiedzania. Wracamy jakimś busikuem za 4 od łba. Wyrzuca nas w centrum. Tu po 50 kupujemy koszulki Brazylii na jutro na mecz. Koleś rozstawia knajpę i sprzedaje 3 piwka za 10. Fajny biznesik ma. Jeszcze jeden spacerek po plaży na zachód słońca I do domu. Jutro wstajemy bardzo rano bo bus do Salvadoru jest o 6.45.
05.07.2026 Aracaju - Salvador
Znów padało, ale na szczęście przestało. Zostawiamy klucze u sąsiadów, uberem na dworzec, do kasy po bilety i 6h busem te 300 km do Salvador. Cena biletu podobna co poprzednio. W busie trochę śpię trochę pracuję. Hotel mamy tej samej sieci co w Recife w bardzo miłej cenie 130 za noc. Jest nad plażą ale kąpać się nie da, bo pogoda zła chmuraki i przelotne szałery. Czas do meczu przeczekujemy w hotelu oglądając netlixa i pracując. Mecz w knajpie obok. Pełno kibiców atmosfera niepowtarzalna gra orkiestra tańczą panie. Zapowiada się solidne bankiecisko. Niestety Haaland psuje klimat i choinki nie bedzie. Wracamy w ciszy do hotelu. Jutro też tu.