18.01.2026 Boston
Jetlag nas zbudził już o 6. Doleżeliśmy do 8. Śniadanie z lokalnymi grubasami w piżamach. Amerykanie i Amerykanki są naprawdę nienaturalnie grubi. O 10 wybraliśmy się na zwiedzanie miasta i okolic. Zaczęliśmy od Harvardu. To duma Massachusetts od lat najlepsza wyższa uczelnia na świecie. Można wejść na teren campusu, pomodlić się w uczelnianym kościele lub złapać za palec u nogi pana Harvarda. Wtedy łatwiej zostać studentem. Pola za rok będzie wybierać studia, więc ?
Podjeżdżamy do centrum. Dziś niedziela, więc parkowanie za free. Łazimy tak z 5 godzin. Miasto mocno zróżnicowane architektonicznie: budynki z czerwonej cegły sąsiadują z aluminiowo-szklanymi wieżowcami. Jest tak koło 0, trochę pada śnieg z deszczem, spora wilgotność. Na ulicach pustawo i spokojnie. Sklepy czynne. Ceny nieco wyższe niż w Polsce. Dziwnie się płaci dolarami. Zawsze ich trochę przy sobie miałem, ale chyba tylko w Salwadorze i Zimbabwe nimi płaciłem w sklepie. Trzeba się przestawić na lokalny system miar i wag. Ceny są podane za 1 lb czyli za 0,45 kg, paliwo się kupuje na galony 1 galon to 3,5 litra, piwo na ozy. 16 ozów to trochę mniej niż pół litra, odległość w milach , czyli x 1,6 km , temperatura w Fahrenheitach 100 F to 37,7 C , ale dziś jest tak 37 F czyli koło 0. Inaczej zapisuje się datę rok dzień miesiąc a czas tylko 12h. My zwiedzamy:
1. pomnik żołnierzy
2. ratusz z trzema zabytkowymi centrami handlowymi
3. port z akwarium
4. deptak z pomnikiem ku czci Irlandczyków przybyłych tu w XIXw. Boston Celtics w końcu skądś swoją nazwę wzięło
5. Chińską dzielnicę
6. Bibliotekę - najstarsza w USA chyba nr 1 w Bostonie z zabytków jak dla mnie
7. Kościół scjentologów, bardzo fajna bryła połączenie włoskiego renesansu z zamkiem
8. Esplanadę
9. brukowaną uliczkę Acorn z urokliwymi domkami z czerwonej cegły
Robimy zakupy w Starmarket i wracamy do hotelu. Tuż po 21 zasypiamy. Jutro zaczynamy naszą pętelkę. W którą stronę jeszcze nie wiemy. Mocno pada śnieg i temperatury mają dosyć mocno spaść poniżej 0, ale 0 nie C tylko 0 F.