01.01.2026 Thies - Banjul
Spało się fatalnie z jednej strony petardy darcie mordy jazdy motorem i stukanie obcasami z drugiej strony katar i kiepska pościel. Na ulicach pobojowisko po HappyNewYear. Po 10 byliśmy na dworcu. Okazało się że jest całkiem nieźle bo jeżdżą stąd 7 osobowe taxi bezpośrednio do granicy z Gambią. Akurat jedna odjechała. Nie chce nam się czekać aż nasza się zapełni i bierzemy ją na wyłączność. 7x6 = 42000. Tym sposobem po 3.5 h jesteśmy na granicy. Jechaliśmy przez deltę rzeki Saloum, czyli obczailiśmy kolejne unesco. Ptaków za wiele nie widzieliśmy bo pora sucha i rozlewiska są wyschnięte. Przejeżdżaliśmy też obok parku Fathala, gdzie jest pełno.zwierzaków i coś na kształt safari. Może to ogarniemy przy powrocie. Przejście przez granicę z buta bardzo proste. Wymieniamy 100 euro na 8300 dalasi. Straszne szmaty w banknotach po 100 dalasi czyli po 5 zł. Do promu jest ze 20.km. Wieloosobowe taxi po 100 dalasi, prom po 35. Prom nazywa się Kunta Kinte i pływa na bieżąco tak co 1.5h. W Banjul jest wpis unescowy związany z fortami angielskimi kontrolującymi ujście rzeki Gambia do oceanu. Jest też meczet Króla Fahada , ze 2 katedry katolicka i anglikańska, układ ulic w stylu angielskiego portowego miasteczka, parę gmachów rządowych , pomnik narodowy o nazwie Atch22 i pełno ludzi bo akurat jest festiwal narodowy. Jemy na kamieniu po rybie i kurczaku z rusztu. Ceny przyjemne znacznie taniej niż w Senegalu. Trafia się lokalne piwo za 100 za puszkę 0.5l. Bierzemy taxi za 700 i jedziemy ze 20 km do dzielnicy Kololi, gdzie znajduje się pełno resortów. Śpimy w Bamboo za 3500. Spać będziemy tu 2 noce. Pełno tu turystów z Anglii. Generalnie Gambia jest kompletnie inna niż Senegal mimo ze Murzyni ci sami. Tu jednak jakos tak bogaciej.