01.01.2025 Tunis – Sousse
Z rana zwiedzamy miasto: jest wieża zegarowa z fontanną, katedra, brama, nowoczesny hotel Africa i parę odrestaurowanych budynków i pomników narodowych bohaterów. Poza tym niewiele. Jedziemy do Kerkouane – to unescowe ruiny miasta fenicko-punickiego zniszczonego przez Rzymian. Wjazd 8 dinarów. Ruiny do wysokości kolan. Miasto było rozlegle, ale obecnie prezentuje się słabo, fajny tylko widok na morze. Jest to moje unesco nr 500!!! Hurra. Ciekawe kiedy będzie nr 600, 700, 800 …. Światowy rekord to lekko powyżej 1000. W Polsce w większą liczbę ode mnie widziało wg nomadmanii tylko kilka osób, w tym geoblogowicz Stock.
Kolejny postój to wycieczkowe Hammamed – trochę mniejsze od Sousse. Minimedyna, porcik i przyjemny deptak, sporo resortów typu getto. Trochę pada. Już trzeci dzień mamy do czynienia z deszczem Jest tak +15. W Sousse mamy spotkanie z Ojcami – naszymi starymi kumplami, z którymi byliśmy m.in. w Turcji, na Ukrainie i we Włoszech. Oni przylatują dziś do Tunisu przez Mediolan. Potem przez parę dni będziemy jeździli razem. Jesteśmy umówieni w hotelu, którego też oczywiście nie ma. Do tego brak kontaktu z Ojcami. Spory zamot, co tu robić. Brak informacji jest dobrą informacją. Ogarniamy jakiś hotel z ulicy 3 km dalej w stronę centrum. Udaje nam się uzyskać kontakt sms, a to ok. Gdzieś ok. 22 się spotykamy i organizujemy spóźnionego sylwestra. Jutro Djerba.