27.12.2024 Ar-Rashidija – Fez
Grzało solidnie, wieęc nie zmarzliśmy. Bus oczywiście jechał cały dzień. Wystartował o 9, a na miejsce dotarł po 17. 350 km za 100 mad w ponad 8h oj panie ciężkie czasy. Po drodze pokonał Atlas wspinając się na prawie 2000 m npm. Tak późne dotarcie do Fez wymusiło na nas zmianę planu. Los nam trochę pomógł, bo hotel co go mieliśmy zarezerwowanego na 1 noc odwołał rezerwację z powodu awarii wody. Tym sposobem mieliśmy wolne ręce.
Zasiedliśmy w jakiejś knajpie koło medyny i wybraliśmy jakiś hostel na 2 noce. Trochę się posnuliśmy po uliczkach, ale zaraz zrobiło się ciemno, więc zwiedzanie przełożyliśmy na jutro. Wcale cieplej nie jest. Znów śpimy pod dwoma kocami.
28.12.2024 Fez
Cały dzień ganialiśmy po medynie i reszcie miasta. Medyna wiadome must see – największa na świecie. Plątanina uliczek, zaułków bez ładu i składu. Najstarszy uniwersytet na świecie, niesamowite garbarnie, bramy, mury, pałace. Nie będę się rozpisywał, to zobaczyć trzeba. Ja już tu byłem z Ania 20 lat temu, ale z przyjemnością wróciliśmy tu ponownie. Wpis na unesco jak najbardziej zasłużony, choć tabliczki z symbolem unesco nie zauważyłem. Jutro Rabat, a po drodze Valubilis. Dziś przez chwile padał deszcz. Na maxa było +18, w nocy spadło do +6.